Posts Tagged ‘łódź’

Coś nowego? W Łodzi? Jak najbardziej!

2012-03-01


W ciągu ostatniego roku, łódzka Piotrkowska wyraźnie zmieniła swój profil wieczorno-weekendowej ulicy nocnych klubów muzycznych, przeplatanych sklepami i pubami. Coraz więcej klientów „wieczornej zmiany” przyciągają otwierające się jeden po drugim bary z tanią wódką i zakąską — coraz rzadziej jako preludium do późniejszej imprezy, a coraz częściej jako sposób na spędzenie wieczoru (i nocy). Jak jednak dowodzi ostatni piątek, oferta Piotrkowskiej nie musi się na nich kończyć, a ulica nie musi wcale przybrać pijalnianego wizerunku.

Asia i Michalina spędziły w Andaluzji prawie rok. Owszem, jest czego zazdrościć, mimo, że kontekstem pobytu była wymiana studencka, a więc okoliczności, teoretycznie, naukowe. Oprócz podzwrotnikowego klimatu i wykładów w mowie kastylijskiej, dziewczyny poznały, pokochały, a po powrocie zatęskniły za czymś jeszcze…

Tapas bar to coś więcej, niż pub z przekąskami. To andaluzyjski, a obecnie rozpowszechniony na całą Hiszpanię, sposób na popołudnie. Czy jednak taki pomysł na spędzanie czasu przyjmie się w naszych warunkach — to dziewczyny postanowiły sprawdzic doświadczalnie.


Ponieważ lubię fotografować wydarzenia (a nowy sprzęt jeszcze nie zdążył się w nich sprawdzić), nie mogłem przegapić tego przy Piotrkowskiej 60, gdzie dziewczyny otworzyły drzwi swojego przedsięwzięcia pod nazwą „Deseo„.

Jak się okazało, nie tylko ja nie mogłem się nie stawić. Jak zręcznie ujęła to Agnieszka Danowska — „frekwencja zaskoczyła nawet organizatorów„. Trudno się dziwić — nawet niewiedzący dotąd o otwarciu, piątkowi bywalcy Piotrkowskiej, tłumnie wykazali zainteresowanie bezkonkurencyjną, podstawową pozycją repertuaru Deseo.
10 zł za piwo i solidną porcję tapas to, moim, skromnym zdaniem, oferta korzystniejsza, niż w jakimkolwiek innym lokalu przy Piotrkowskiej.

Dziewczynom niezmiennie zatem życzę sukcesów, a wszystkich tych, którzy jeszcze nie zakosztowali — oraz tych, którzy już rozsmakowali się w tapas po łódzku, zapraszam na Piotrkowską 60.

Pełna galeria z wieczoru, jak zwykle — na flickr.

Reklamy

Marcowy suplement

2011-03-31

Zgodnie z zapowiedzią, ostatni miesiąc zimy upłynął zdecydowanie pod znakiem występów muzycznych. Rapcore w wykonaniu Citizen z koncertu na koncert brzmi lepiej i lepiej, czego ostatnio zespół dowodził 24 marca w Art Caffe.

Nieco wcześniej zaś, 12 marca, Zespół Pozostający Bez Nazwy Zwyczajowo Nadal Nazywany Czochrakami dał popis swoich możliwości w niesamowicie ciemnym klubie Bycze Oko. Niezbyt koncertowo-fotograficzne warunki można mu chyba jednak wybaczyć przez wzgląd na fakt, że jest to klub rzutkowy. Muszę jednak przyznać, że dawno nie widziałem green roomu tak przekonującego zielenią ścian o swoim przeznaczeniu ;)

Warto również wspomnieć, że tomaszbrodecki.com zyskał nowego sprzymierzeńca w postaci AxunArts.pl — lubiącym poczytać o muzyce zdecydowanie polecam, a tymczasem, jak zwykle, zapraszam do galerii:

Galeria — Czochraki w Byczym Oku

Galeria — CITIZEN w Art Cafe

Koncertowo raz jeszcze — happysad na dziesiąte urodziny Dekompresji

2011-03-01

Nie wiem, na ile ma tu znaczenie kunszt muzyczny członków happysad, a na ile zbudowany na wielu świetnych wspomnieniach sentyment do ich najstarszych utworów, ale zwyczajnie nie mogę przestać chodzić na te koncerty — ten 25 lutego nie był wyjątkiem. Nie bez znaczenia jest też z pewnością wieloletnie przywiązanie do kończącej właśnie, podobnie jak zespół, swoją pierwszą „dychę” Dekompresji, choć nie ukrywam, że zdecydowanie cieplej myślę o jej starych murach przy ulicy Krzemienieckiej.

Jak widać, cały materiał wykonany został z „płyty”, choć nie jest to najtrafniejsze określenie przestrzeni dla widzów w przypadku klubu zaadaptowanego w stromej sali dawnego kina „Adria” (tudzież jeszcze dawniejszego „Iwanowa”). Szczerze mówiąc, nie narzekam na ten detal, nie tylko ze względu na klimat zdjęc robionych w tłumie, ale również dlatego, że organizator gwarantował bezpieczeństwo fotografom w fosie jedynie podczas pierwszego numeru (tak, nawet nie bardziej tradycyjnych trzech). Swoją drogą, widząc szał młodzieży na najniższym poziomie sali, nie mogę go za to winić.

Być może dla ponownego odmłodzenia, a może dla dalszego odświeżania wspomnień — w każdym razie, na pewno to nie ostatni koncert happysad, na który pójdę, choćbym miał go nawet nie fotografować.

Galeria z wydarzenia, jak zwykle — na flickr.

P.S. Wygląda na to, że to nie koniec koncertowych wpisów w tym miesiącu… Tymczasem pozdrawiam wszystkie spotkane przy okazji twarze znajome i świeżo zapoznane.

Cerkiew katedralna

2011-02-27

Choć najbardziej srogą część zimy mamy już za sobą, to dopiero podczas wykonywania powyższego zdjęcia, czyli kilka dni temu, zdążyła dać mi się we znaki. Mówiąc w skrócie, zestawienie magnezowego aparatu fotograficznego, aluminiowego statywu i temperatur rzędu –15°C, biorąc pod uwagę, że do obsługi tegoż zestawu rękawiczki trzeba zdjąć, nie może prowadzić do niczego dobrego — przynajmniej dla rąk. Na szczęście nie muszę być niezadowolony z tego, co udało się z tym poświęceniem wywalczyć.

Stokrotne dzięki dla księdza Eugeniusza Fiodorczuka za jego gościnność i umożliwienie wykonania kilku zdjęć w tak ciekawym miejscu.

Tym razem set na flickr otwieram ostrożnie, uzupełniać będę go w miarę posiadania czasu na wywołanie pozostałych zdjęć.

Koncertowy c.d. — Mikołajki z Kuśka Brothers

2010-12-06

“Witamy państwa serdecznie w barze ‘U Ryszarda’, bardzo się cieszymy, że jesteśmy tu z państwem w Szczecinie tym bardziej,
że jest to nasz pierwszy koncert na Śląsku…”

Szczerze mówiąc, nie jestem do końca pewien, z czego wynika mój sentyment do zespołu Kuśka Brothers, ale poczucie humoru Waldka Ślefarskiego, sto twarzy (i strojów) Marcina Pacholskiego (dzięki za pomoc w odnajdywaniu sprzętu) oraz lata historii wspólnej dla zespołu oraz festiwalu Yapa mogą mieć z tym wiele do czynienia.

Przed zespołem nie pierwszy raz postawiono wyzwanie zagrania koncertu na mikroscenie Oberży Folkowej Zapiecek przed nie pierwszy raz liczną i nie pierwszy raz stłoczoną publicznością, momentami nad wyraz napastliwą i nieugiętą. A skoro jesteśmy przy tradycjach, nie mogło się obyć bez zwyczajowego, godzinnego poślizgu (tym razem poślizgi były ponoć dosłowne — grudzień, jaki jest, każdy widzi). Z mojej strony, równie tradycyjnie, kilka zdjęć.

Extreme Summer 2010

2010-08-01

Również 24 lipca odbyła się łódzka część organizowanej przez bxp event trasy imprez Extreme Summer. Nie powiem, żeby pogoda idealnie pasowała do sytuacji, ale gromadzie zapaleńców najwyraźniej to nie przeszkadzało. Kto miał ochotę, mógł wpaść z deskorolką, longboardem, taśmą, a nawet snowboardem czy nartami, o ile… no właśnie, o ile wcześniej o wydarzeniu wiedział. Widziałem, owszem, plakaty na słupach przy Piotrkowskiej, ale… w istotnym fragmencie, miały one podobną treść, co strona główna trasy — „24.07 –  Łódź” — bez słowa o miejscu i godzinie. Dziwne, jak na działanie firmy profesjonalnie zajmującej się „eventami”.

Jakby jednak nie było, organizatorzy podjęli wyzwanie, które sami przed sobą postawili i skutecznie ogrzewali deszczową atmosferę. Pozdrowienia dla wszystkich spotkanych na miejscu oraz tych dopiero przy tej okazji poznanych.

World Wide Photo Walk 2010

2010-07-26

24 lipca odbył się trzeci już coroczny World Wide Photo Walk Scotta Kelby’ego. Grzechem byłoby przepuścić taką okazję do połażenia po Łodzi z innymi entuzjastami pstrykania, nawiązania paru znajomości, porozmawiania o tym, o czym lubimy rozmawiać najbardziej i, przy okazji, sfotografowania naszego miasta z paru nowych stron. Dzięki zaangażowaniu Plastra Łódzkiego (wychwalam inicjatywę, nie polecam najeżonych błędami tekstów publikowanych na portalu), nasza edycja fotospaceru była również okazją do ponownego odwiedzenia Skansenu Łódzkiej Architektury Drewnianej, dzięki czemu mogłem wykonać parę zdjęć, których nie zrobiłem podczas ostatniej, nocnej wizyty.

Szczerze mówiąc, nie jestem szczególnie zadowolony z efektów mojego tegorocznego pstrykania. Z przyzwyczajenia zabrałem ze sobą „zestaw reportażowy”. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby spakowanie jednego obiektywu tele lub jasnego standardu i nastawienie się na robienie zdjęć nieco innych, niż przy pozostałych tematach. Popełnianie błędów to niezastąpiona metoda uczenia się.