Archive for Luty 2012

Po niewłaściwej stronie aparatu

2012-02-18


Lubimy gdzieś wyjechać. Ot tak, na moment, zrobić sobie przerwę od Łodzi. Dzień w połowie lutego jest zwykle niezłą okazją, aby tej potrzebie ulżyć. W tym roku byłaby to też niezła sposobność do wypróbowania naszych nowych nabytków z czerwonymi paskami. „Naszych”, gdyż oczywiste jest, że moja zmiana systemu oznaczała również dla Marty powód (czy raczej, pretekst), aby wymienić swojego wiernego, choć miniaturowego Nikona D60 na odrobinę poważniejszego Canona 500D. W końcu pod nosem miała jej wyparować wygodna w wypożyczaniu kolekcja szkieł Nikon, a zastąpić ją miała szklarnia systemu EOS… Wydaje mi się nawet, że dla Marty, na co dzień dość przywiązującej się do rzeczy, przesiadka była mniej bolesna (jedno z nas zaczynało przygodę z fotografowaniem od linii Canon PowerShot…), mimo jej wstępnych głośnych protestów, gdy tylko zacząłem choćby wspominać o odejściu od aparatów Nikon.

Tej zimy wybór padł na Toruń, któremu nie sposób odmówić uroku, a którym niezbyt zdążyłem się nacieszyć przy poprzedniej wizycie. Tym, jakkolwiek, czego się nie spodziewałem, było, najwyraźniej sprowokowane wiszącym mi z nadgarstka nowym zestawem, pozdrowienie „Witam kolegę po fachu”, które wybudziło mnie ze spacerowego letargu w walentynkowe popołudnie, chwilę po pozostawieniu Marty w jednym ze sklepów. Tak poznałem Sławka Jędrzejewskiego, „toruńskiego fotografa z Gdyni”, który szybko wtajemniczył mnie w swój projekt — jak się okazało, zupełnie niczym Sartorialist (o którym podobno wcześniej nie słyszał) choć bez „modowego” zabarwienia, Sławek, uzbrojony w 5DII i 85L, wypatruje potencjalnych obiektów fotograficznych do swojej portretowej serii One Day, One Face.

Nie musiał długo nas namawiać, abyśmy dołączyli do jego „kolekcji”. Tym bardziej, że temu spotkaniu zawdzięczamy wspólną pamiątkę z wypadu (vide początek tej notki), o wykonanie której bez zewnętrznej pomocy nie byłoby łatwo.

 

Mimo nagłego ataku zimy (z którym miasto, a przynajmniej Stare Miasto, poradziło sobie z imponującą efektywnością), Toruń w żadnym stopniu nie rozczarowywał malowniczością.

Dziś wprawdzie nie mogę jeszcze przewidzieć, kiedy znów uda mi się odwiedzić ten gród, ale zdecydowanie zasługuje on na osobną, bardziej fotograficzną wycieczkę w nieco cieplejszej porze roku i niezmiennie polecam go tym, którzy lubią nacieszyć oko (i aparat) pięknymi przykładami tego, jak stare potrafi łączyć się z nowym.

Reklamy

The Times They Are A-Changin’

2012-02-16


fot. nickwheeleroz

Pamiętacie post na prima aprilis zeszłego roku? Ja pamiętam… I na pewno nie spodziewałem się wówczas, że już po dziewięciu miesiącach będę go rewidował w tym tonie. Zaznaczyłem w nim wprawdzie, że w epoce tak dynamicznego rozwoju technologii, nikt nie może swojemu systemowi poprzysiąc wiecznej wierności, ale moja lojalność względem żółtych pasków wydawała się naówczas co najmniej trudna do zachwiania.

Jak jednak zwykł podkreślać Bob Dylan, czasy mają to do siebie, że się zmieniają.

Tym razem, moja przesiadka na sprzęt, o ironio, dokładnie taki, jaki opisałem w zeszłym roku, stała się jednak faktem. Gdy nadszedł czas na wymianę zaprawionego już w boju D3 na coś lżejszego, akurat byłem pod świeżym wrażeniem premier jego „czerwonego konkurenta” pokazanych na targach CES… Jak to mówią, „jedna rzecz poprowadziła do drugiej”…

Owszem, 9 klatek na sekundę Nikona D3 jest czymś, za czym będę tęsknił, ale Canon 5D Mark II ma całą paletę cech, które skutecznie mi ten luksus rekompensują, zaczynając choćby od ilości szczegółów w plikach, przez legendarne odwzorowanie kolorów, zwłaszcza tonów skóry, a kończąc na słynnych już możliwościach w zakresie video, które obecnie wyznaczają nowy standard w Hollywood.

D3 zaś kontynuuje swój młody jeszcze żywot w rękach kolejnego motocyklisty, co, przyznaję, ułatwiło mi rozstanie. Chyba mam niepokojącą tendencję do zwiększonego zaufania do ludzi pozytywnie zakręconych.

fot. jpthomas22

Wierny pozostaję standardowemu wyborowi ogniskowych (zupełnie tak, jak przypadkowo przepowiedziałem), zamieniając wiernego 24-70mm NIKKOR na „słynny, czerwony pasek” na obudowie 24-70mm f/2.8 z „budzącą pożądanie” czerwoną literką „L” na końcu nazwy modelu (Canon ewidentnie nie kryje się ze snobizmem, u tej marki najwyższy model obiektywu danego zakresu jest oznaczany jako „Luxury”).

Po pierwszym tygodniu „docierania” mogę już przyznać, że to prawda, że 5D produkuje naprawdę bogate w detale obrazy i bardzo pozytywnie zaskakuje wiernością kolorów na wysokich czułościach. Mimo wszystkich małych, irytujących różnic, które zakłócają ten tydzień, nie mogę się doczekać, aby zacząć się dzielić fotkami robionymi nowym sprzętem, tymczasem zaś tylko mały „smaczek”:

Pączek

Wszystkiego najtłustszego, fotografowie
wszystkich marek i systemów!