Pozmieniało się!

2014-07-16


To były długie dwa lata! Wpadłem tu dziś przedstawić się ponownie, już jako Google Trusted Photographer i zaprosić do odwiedzenia nowej strony internetowej, www.lodz360.com :)

Nieoczekiwana zmiana perspektywy

2012-08-10

Przyznaję, nie sądziłem, że mój powrót na prasowe strony przypadnie mi w tej roli… (bo, oczywiście, każda inna ofiara wypadku dokładnie tego się spodziewa). Przyznaję też, że na zdjęciach zdarzało mi się wyglądać lepiej, niż w linkach poniżej.

Dziś mija miesiąc od prawdopodobnie najbardziej paskudnego wtorku w moim życiorysie.
Nie będę tu rozprawiał, czy jeżdżenie na motocyklu ulicami miast jest bezpieczne, czy nie. Ograniczę się do tego, że swoim nowym Kawasaki zdążyłem nacieszyć się dokładnie 10 dni, zanim naprawdę skutecznie zrobiono mi krzywdę — szczegóły opisano już za mnie:

Dziennik Łódzki

Fakt

Czytaj resztę wpisu »

Coś nowego? W Łodzi? Jak najbardziej!

2012-03-01


W ciągu ostatniego roku, łódzka Piotrkowska wyraźnie zmieniła swój profil wieczorno-weekendowej ulicy nocnych klubów muzycznych, przeplatanych sklepami i pubami. Coraz więcej klientów „wieczornej zmiany” przyciągają otwierające się jeden po drugim bary z tanią wódką i zakąską — coraz rzadziej jako preludium do późniejszej imprezy, a coraz częściej jako sposób na spędzenie wieczoru (i nocy). Jak jednak dowodzi ostatni piątek, oferta Piotrkowskiej nie musi się na nich kończyć, a ulica nie musi wcale przybrać pijalnianego wizerunku.

Asia i Michalina spędziły w Andaluzji prawie rok. Owszem, jest czego zazdrościć, mimo, że kontekstem pobytu była wymiana studencka, a więc okoliczności, teoretycznie, naukowe. Oprócz podzwrotnikowego klimatu i wykładów w mowie kastylijskiej, dziewczyny poznały, pokochały, a po powrocie zatęskniły za czymś jeszcze…

Tapas bar to coś więcej, niż pub z przekąskami. To andaluzyjski, a obecnie rozpowszechniony na całą Hiszpanię, sposób na popołudnie. Czy jednak taki pomysł na spędzanie czasu przyjmie się w naszych warunkach — to dziewczyny postanowiły sprawdzic doświadczalnie.


Ponieważ lubię fotografować wydarzenia (a nowy sprzęt jeszcze nie zdążył się w nich sprawdzić), nie mogłem przegapić tego przy Piotrkowskiej 60, gdzie dziewczyny otworzyły drzwi swojego przedsięwzięcia pod nazwą „Deseo„.

Jak się okazało, nie tylko ja nie mogłem się nie stawić. Jak zręcznie ujęła to Agnieszka Danowska — „frekwencja zaskoczyła nawet organizatorów„. Trudno się dziwić — nawet niewiedzący dotąd o otwarciu, piątkowi bywalcy Piotrkowskiej, tłumnie wykazali zainteresowanie bezkonkurencyjną, podstawową pozycją repertuaru Deseo.
10 zł za piwo i solidną porcję tapas to, moim, skromnym zdaniem, oferta korzystniejsza, niż w jakimkolwiek innym lokalu przy Piotrkowskiej.

Dziewczynom niezmiennie zatem życzę sukcesów, a wszystkich tych, którzy jeszcze nie zakosztowali — oraz tych, którzy już rozsmakowali się w tapas po łódzku, zapraszam na Piotrkowską 60.

Pełna galeria z wieczoru, jak zwykle — na flickr.

Po niewłaściwej stronie aparatu

2012-02-18


Lubimy gdzieś wyjechać. Ot tak, na moment, zrobić sobie przerwę od Łodzi. Dzień w połowie lutego jest zwykle niezłą okazją, aby tej potrzebie ulżyć. W tym roku byłaby to też niezła sposobność do wypróbowania naszych nowych nabytków z czerwonymi paskami. „Naszych”, gdyż oczywiste jest, że moja zmiana systemu oznaczała również dla Marty powód (czy raczej, pretekst), aby wymienić swojego wiernego, choć miniaturowego Nikona D60 na odrobinę poważniejszego Canona 500D. W końcu pod nosem miała jej wyparować wygodna w wypożyczaniu kolekcja szkieł Nikon, a zastąpić ją miała szklarnia systemu EOS… Wydaje mi się nawet, że dla Marty, na co dzień dość przywiązującej się do rzeczy, przesiadka była mniej bolesna (jedno z nas zaczynało przygodę z fotografowaniem od linii Canon PowerShot…), mimo jej wstępnych głośnych protestów, gdy tylko zacząłem choćby wspominać o odejściu od aparatów Nikon.

Tej zimy wybór padł na Toruń, któremu nie sposób odmówić uroku, a którym niezbyt zdążyłem się nacieszyć przy poprzedniej wizycie. Tym, jakkolwiek, czego się nie spodziewałem, było, najwyraźniej sprowokowane wiszącym mi z nadgarstka nowym zestawem, pozdrowienie „Witam kolegę po fachu”, które wybudziło mnie ze spacerowego letargu w walentynkowe popołudnie, chwilę po pozostawieniu Marty w jednym ze sklepów. Tak poznałem Sławka Jędrzejewskiego, „toruńskiego fotografa z Gdyni”, który szybko wtajemniczył mnie w swój projekt — jak się okazało, zupełnie niczym Sartorialist (o którym podobno wcześniej nie słyszał) choć bez „modowego” zabarwienia, Sławek, uzbrojony w 5DII i 85L, wypatruje potencjalnych obiektów fotograficznych do swojej portretowej serii One Day, One Face.

Nie musiał długo nas namawiać, abyśmy dołączyli do jego „kolekcji”. Tym bardziej, że temu spotkaniu zawdzięczamy wspólną pamiątkę z wypadu (vide początek tej notki), o wykonanie której bez zewnętrznej pomocy nie byłoby łatwo.

 

Mimo nagłego ataku zimy (z którym miasto, a przynajmniej Stare Miasto, poradziło sobie z imponującą efektywnością), Toruń w żadnym stopniu nie rozczarowywał malowniczością.

Dziś wprawdzie nie mogę jeszcze przewidzieć, kiedy znów uda mi się odwiedzić ten gród, ale zdecydowanie zasługuje on na osobną, bardziej fotograficzną wycieczkę w nieco cieplejszej porze roku i niezmiennie polecam go tym, którzy lubią nacieszyć oko (i aparat) pięknymi przykładami tego, jak stare potrafi łączyć się z nowym.

The Times They Are A-Changin’

2012-02-16


fot. nickwheeleroz

Pamiętacie post na prima aprilis zeszłego roku? Ja pamiętam… I na pewno nie spodziewałem się wówczas, że już po dziewięciu miesiącach będę go rewidował w tym tonie. Zaznaczyłem w nim wprawdzie, że w epoce tak dynamicznego rozwoju technologii, nikt nie może swojemu systemowi poprzysiąc wiecznej wierności, ale moja lojalność względem żółtych pasków wydawała się naówczas co najmniej trudna do zachwiania.

Jak jednak zwykł podkreślać Bob Dylan, czasy mają to do siebie, że się zmieniają.

Tym razem, moja przesiadka na sprzęt, o ironio, dokładnie taki, jaki opisałem w zeszłym roku, stała się jednak faktem. Gdy nadszedł czas na wymianę zaprawionego już w boju D3 na coś lżejszego, akurat byłem pod świeżym wrażeniem premier jego „czerwonego konkurenta” pokazanych na targach CES… Jak to mówią, „jedna rzecz poprowadziła do drugiej”…

Owszem, 9 klatek na sekundę Nikona D3 jest czymś, za czym będę tęsknił, ale Canon 5D Mark II ma całą paletę cech, które skutecznie mi ten luksus rekompensują, zaczynając choćby od ilości szczegółów w plikach, przez legendarne odwzorowanie kolorów, zwłaszcza tonów skóry, a kończąc na słynnych już możliwościach w zakresie video, które obecnie wyznaczają nowy standard w Hollywood.

D3 zaś kontynuuje swój młody jeszcze żywot w rękach kolejnego motocyklisty, co, przyznaję, ułatwiło mi rozstanie. Chyba mam niepokojącą tendencję do zwiększonego zaufania do ludzi pozytywnie zakręconych.

fot. jpthomas22

Wierny pozostaję standardowemu wyborowi ogniskowych (zupełnie tak, jak przypadkowo przepowiedziałem), zamieniając wiernego 24-70mm NIKKOR na „słynny, czerwony pasek” na obudowie 24-70mm f/2.8 z „budzącą pożądanie” czerwoną literką „L” na końcu nazwy modelu (Canon ewidentnie nie kryje się ze snobizmem, u tej marki najwyższy model obiektywu danego zakresu jest oznaczany jako „Luxury”).

Po pierwszym tygodniu „docierania” mogę już przyznać, że to prawda, że 5D produkuje naprawdę bogate w detale obrazy i bardzo pozytywnie zaskakuje wiernością kolorów na wysokich czułościach. Mimo wszystkich małych, irytujących różnic, które zakłócają ten tydzień, nie mogę się doczekać, aby zacząć się dzielić fotkami robionymi nowym sprzętem, tymczasem zaś tylko mały „smaczek”:

Pączek

Wszystkiego najtłustszego, fotografowie
wszystkich marek i systemów!

A po zimie… przyszła jesień

2011-12-30


W kalendarzu zaawansowany grudzień, ale widok za oknem wskazuje raczej na… zaawansowaną jesień.

Skąd zatem śnieg na powyższym zdjęciu?

Otóż… zdjęcie pochodzi z czasu, gdy ostatni raz widziałem zimę…
w Toruniu, we wrześniu bieżącego roku.

Nie wiem, czy w Bridgestone Polska funkcjonuje etat jasnowidza, ale najwyraźniej ktoś przewidział, że, aby umożliwić dziennikarzom wypróbowanie nowych opon zimowych, i tak potrzebne będzie użycie kilku cystern azotu i system produkcji sztucznego śniegu. Nie było zatem problemem zaplanowanie stosownej konferencji już na wrzesień.

Dzięki zawiązaniu współpracy z agencją Softbox Group, za pośrednictwem której rozpocząłem w tym roku fotografowanie dla Bridgestone Polska, dla mnie była to zaś okazja do prawdziwego fotograficznego enduro — przejazd z hotelu na teren Moto Park Toruń o 8:00 rano wyznaczał początek 11 godzin z aparatem w ręku. Nie mogę, jakkolwiek, powiedzieć, bym miał się na co żalić. Bridgestone lubi otwierać sezon z udziałem uznanego kierowcy, konferencje zaś zwyczajowo prowadzi nie mniej uznany pilot — Kajetanowi Kajetanowiczowi i Maciejowi Wisławskiemu jeszcze raz zatem dziękuję za współpracę, wzorowe pozowanie i uprzyjemnianie dnia rozmowami niekoniecznie na temat.


Za sprawą owego przedsięwzięcia, dołączyłem do fotografów publikowanych pod szyldem Bridgestone Europe, więcej zdjęć z imprezy zatem na oficjalnym profilu flickr firmy.

Dodatkową korzyścią z eventu okazała się zawiązana przy tej sposobności współpraca z Cars, o której zdążyłem już wspomnieć w poprzedniej notce.

A z innej beczki…

Może nie jestem szczególnie „oblatany” ze wszystkimi trendami branżowo-internetowymi, ale przyznaję, że podoba mi się popularny ostatnio zwyczaj przenoszenia portfolio do coraz bardziej znanego serwisu 500px. Z wolna zacząłem zatem formować profil pod adresem:
http://500px.com/tomaszbrodecki

Czytających, którzy są juz użytkownikami serwisu, zapraszam do informowania mnie o tym fakcie poprzez friend requests, wszystkich zaś — do wyrażania opinii o fotkach przez wyjątkowo niedwuznaczny system oceniania.

O prasowym debiucie z (dosłownym) poślizgiem

2011-11-06


Z archiwum bloga widać wyraźnie, że ostatnie miesiące nie były wypełnione czasem wolnym. Zanim przejdę do opisywania tego, co je zajmowało, tym razem pozwolę sobie zacząć od końca.

Październikowy magazyn Cars, wbrew prasowym standardom, trafił do sprzedaży w październiku.

Czemu ma to dla mnie znaczenie?

Głównie dlatego, że prawdopodobnie pierwszy raz moje zdjęcia trafiły w wersji papierowej do ponad stu tysięcy odbiorców. Przyznaję, miłe uczucie.


Publikacja jest rezultatem współpracy agencji, dla której pracuję, z redakcją magazynu Cars. Jak niektórzy z Was już zapewne wiedzą, jest bezpośrednio związana z eventem, przy którym było mi dane pracować tej jesieni, a o którym więcej w stosownym poście, w stosownym czasie…

Tymczasem, raz jeszcze dziękuję za współpracę Markowi Kaweckiemu i reszcie redakcji magazynu Cars.

Nie wiesz, jaki wybrać aparat?

2011-04-07

Każdy fotografujący, nie tylko początkujący, przez to przechodził. Aparat A czy aparat B?
Na szczęście, kilka miesięcy temu pojawiło się bardzo użyteczne narzędzie, stworzone do pomocy w takich sytuacjach. Snapsort zdążył w tym czasie pomóc już kilkorgu moich znajomych w wyborze ich pierwszych lustrzanek, a i ja często porównuję możliwości pojawiającego się na rynku sprzętu, zwłaszcza aparatów kompaktowych. Dotychczas, jedyną metodą na rzeczowe porównanie dwóch aparatów było uważne zestawienie ich specyfikacji publikowanych w rozmaitych źródłach oraz wyników ich testów. Obecnie, Snapsort jest w stanie wyręczyć nas w znacznej części tej pracy, oprócz oficjalnych specyfikacji uwzględniając również wyniki testów laboratoryjnych DxOMark oraz podając opisowe wyniki porównań (na przykład „Pentax K-x ma niewielką przewagę, rzędu 0,1 kroku przysłony w jakości zdjęć w słabym oświetleniu przy wysokiej czułości nad Pentaxem K-r”).
Od dawna obserwuję rozwój tego serwisu i choć muszę przyznać, że wiele drobnych pomyłek czy literówek, które zwykle gnębią narzędzia internetowe w „okresie dziecięcym” zostało juz usuniętych, to nadal porównań Snapsort nie można przyjmować 100% bezkrytycznie i dobrze jest uzupełnić je dodatkowym źródłem (na przykład Nikon D3 figuruje w ich bazie jako aparat pozbawiony uszczelnień). Niemniej jednak, w znacznej większości przypadków Snapsort dowodzi swojej niesamowitej użyteczności i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu, komu przyjdzie zadać sobie jedno z odwiecznych pytań, często tak trudnych, jak „Canon czy Nikon?” ;)

Why so serious? ;)

2011-04-02

Wczorajszy wpis primaaprilisowy poważnie zaskoczył mnie swoją popularnością. Okazało się, że dzisiejsze sprostowanie jestem winien grupie dużo liczniejszej, niż mogłem przypuszczać.
Mówiąc do rzeczy — jako dumny posiadacz i zadowolony użytkownik między innymi okrętu flagowego marki Nikon (powyżej) oraz jednego z najostrzejszych obiektywów zmiennoogniskowych na rynku (poniżej), potrzebowałbym dużo solidniejszych argumentów, niż wymienione wczoraj, aby rozważyć zrzeczenie się niezrównanej jakości zdjęć w słabym oświetleniu przy wysokich czułościach, szybkości wykonywania zdjęć, legendarnych obiektywów Nikkor czy ergonomii sprzętu firmy Nikon.

Pragnę zatem uspokoić zatroskanych, że nic poważnego nie stało mi się w głowę ani też nie zostałem poddany praniu mózgu. To prawda, że obecnie rynek sprzętu fotograficznego potrafi zmienić się diametralnie z roku na rok i żaden fotograf nie może przyrzec swojej marce dozgonnej wierności. Ze swojej strony mogę jednak szczerze przyznać, że nic nie wskazuje na to, by moje przywiązanie do wybranego systemu nie miało pozostać niezachwiane jeszcze przez lata.

Czas zmian

2011-04-01
Prima aprilis!

W związku z niewyobrażalnie długo przeciągającym się, trwającym już trzy lata, oczekiwaniem na nową lustrzankę pełnoklatkową marki Nikon, wiosenne odświeżenie w końcu zajrzało również do mojej torby z impetem, którego sam się nie spodziewałem. Jakiś czas temu zacząłem interesować się ofertą producenta drukarek i skanerów, który okazjonalnie popełni też jakiś aparat, a którego największą zaletą są wysokiej klasy obiektywy — albo wyceniane niżej, niż ich odpowiedniki Nikkor, albo w ogóle w systemie Nikon niedostępne.

Dlatego, kiedy nadarzyła się okazja praktycznie natychmiastowej wymiany moich korpusów Nikon na dwóch przedstawicieli systemu z czerwonymi paskami, z dodatkiem w postaci bardzo szybkiej wymiany podstawowego obiektywu 24-70G na 24-70L na bardzo korzystnych dla mnie warunkach, nie znalazłem powodu, by się zastanawiać.

Przyznam, że zarówno Canon 5D Mark II, jego poprzednik zresztą również, od dawna wzbudzał moje zainteresowanie, głównie ze względu na możliwość wykorzystania takich obiektywów, jak 70-200 f/4L, ale również z uwagi na typowe dla Canon odwzorowanie tonów skóry w portrecie oraz niezrównane możliwości w zakresie filmowania.

Teraz pozostaje jeszcze dokonać transformacji pozostałej części „szklarni”.
Zainteresowanych przejęciem części (lub całości) mojej kolekcji obiektywów systemu Nikon zapraszam do kontaktu.

Pierwsze zdjęcia z nowego sprzętu — jeszcze w tym tygodniu.


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.